Kim jestem – moja historia
Był moment w moim życiu, kiedy wszystko się zatrzymało.
Przez długi czas żyłem w ciągłym biegu. Pracowałem bardzo dużo, bez urlopu, bez odpoczynku, bez refleksji. W tamtym czasie wydawało mi się, że tak trzeba. Że jeszcze trochę, jeszcze jeden projekt, jeszcze jeden wysiłek.
Z perspektywy czasu widzę, że to nie była już praca. To była praca ponad siły.
Aż pewnego dnia organizm powiedział „stop”. I tym razem nie było żadnego „jutro” ani „jeszcze chwilę”.
Pojawił się silny ból nogi, który praktycznie wyłączył mnie z normalnego funkcjonowania. Każdy ruch sprawiał trudność. Nie dało się tego zignorować ani przeczekać. Musiałem się zatrzymać.
To zatrzymanie przyszło nagle, ale było potrzebne. Po raz pierwszy miałem czas, żeby spojrzeć na swoje życie z boku i zobaczyć, jak bardzo byłem oderwany od siebie.
Naturalnym krokiem było szukanie pomocy. Trafiałem do lekarzy w różnych częściach Polski, byłem w kilku szpitalach uznawanych za najlepsze. Spotykałem specjalistów z różnych dziedzin.
I mimo tych wszystkich prób nikt nie był w stanie realnie mi pomóc. Ból nie ustępował, a ja coraz bardziej czułem, że utknąłem.
To był trudny moment, bo człowiek zaczyna rozumieć, że nie ma jednej prostej odpowiedzi i że nikt nie rozwiąże tego za niego.
Właśnie wtedy, trochę nieśmiało, zacząłem patrzeć w stronę natury. Nie dlatego, że wcześniej byłem jej zwolennikiem. Raczej dlatego, że szukałem czegokolwiek, co może przynieść ulgę.
Zacząłem od tego, co było wokół mnie. Zauważyłem rośliny, które wcześniej traktowałem jak coś oczywistego. Pokrzywę. Glistnik jaskółcze ziele. Zacząłem sprawdzać, co mogą zrobić, jak działają, jak można je wykorzystać.
Na początku chodziło tylko o to, żeby zmniejszyć ból i trochę odciążyć organizm. Z czasem pojawiła się ciekawość. A później coś więcej.
Zacząłem się uczyć. Nie tylko z książek, ale przede wszystkim od ludzi. Rozmawiałem ze starszymi osobami, które pamiętały tradycyjne metody. Trafiłem na Podlasie, gdzie uczyłem się od szeptunek. To była wiedza, do której nie dociera się szybko i łatwo.
Uczyłem się pracy ze słowem, z intencją, z uważnością na człowieka. Poznawałem metody takie jak konchowanie czy świecowanie, które dla wielu brzmią obco, ale w rzeczywistości są częścią tradycyjnego podejścia do zdrowia i równowagi.
Zacząłem poznawać nie tylko same zioła, ale też sposób myślenia o człowieku. O jego emocjach, napięciach, o tym, jak bardzo ciało i psychika są ze sobą połączone.
Dlatego poszedłem dalej i zacząłem się szkolić również w tym obszarze. Ukończyłem kursy związane z coachingiem, pracą z kryzysem, zrozumieniem emocji i procesów, które zachodzą w człowieku. To pozwoliło mi spojrzeć szerzej na zdrowie i na to, co się z nami dzieje.
Chciałem też lepiej zrozumieć naturę samych roślin, dlatego wyjechałem do Grecji. Obserwowałem, jak rosną zioła w innym klimacie, jak wpływa na nie słońce, gleba, warunki. To była bardzo konkretna nauka, która pokazała mi, jak wiele czynników ma znaczenie.
Z czasem wszystko zaczęło się łączyć w całość.
Zrozumiałem, że problem zdrowia rzadko dotyczy tylko jednego obszaru. I że nie ma jednego rozwiązania, które działa dla wszystkich. Każdy człowiek jest inny i potrzebuje indywidualnego podejścia.
Z mojego doświadczenia, z bólu, z szukania i z nauki powstała potrzeba dzielenia się tym z innymi.
Tak powstało „Wróćmy do ziół”.
Dzisiaj nie chodzi tylko o sprzedaż produktów. Dla mnie najważniejsza jest rozmowa z drugim człowiekiem, zrozumienie jego sytuacji i dopasowanie tego, co naprawdę może mu pomóc.
Bo wiem, jak to jest nie wiedzieć, co dalej.
I wiem, jak dużą różnicę robi ktoś, kto naprawdę poświęca czas i słucha.
Czasem nie trzeba szukać coraz dalej.
Czasem trzeba wrócić do tego, co było od początku.
Przejdź do strony głównej

